14
Od ferii zimowych minęły trzy tygodnie. Był piękny zimowy dzień. Słońce oświetlało śnieg, który mienił się milionem błyszczących kryształków.
Patricia siedziała w domu. Kończyła porządek. Ktoś zadzwonił do drzwi. To był Ciro. Stał na progu cały ubrany na jasno, trzymał w ręce bukiet stu czerwonych róż. Patricia nie wiedziała co powiedzieć. Kompletnie ja zatkało. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Nie wszystko do końca przemyslała, ale zdała sobie sprawę, że jest za późno. Ze ma ostatnią szansę.
- Kochanie...
- Ciro...Musimy chwilę porozmawiać...
- Słucham? Najpierw...
- Nie. Posłuchaj mnie, proszę.
- nie mogę - usmiechnał się męzczyzna i odchylił listki róż spod których wyłoniło się małe czarne pudełeczko.
Patricia pokiwała przecząco głową.
- Chyba nie...
- Tak Ciro...Chcę ci powiedzieć, że zaniedbałam to wszystko i musze ci to mówić w takiej sytuacji...Jest mi głupio...Nie chce żebyś pomyślał, że...Nie chciałam żeby tak wyszło. Poprostu pomyliłam się...
- Jeśli chodzi o mnie?
- Tak...
- Co ty mówisz...Zrobie wszystko, nie kończ tego teraz, zróbmy przerwę, powiedz tylko co mam zrobić, ale nie kończ tego, błagam...
- Musze...Tutaj nic innego nie da się zrobić. Nie ma co ratować, bo tego nie ma i nigdy nie było.
- Dlaczego?
- Jest ktoś inny w moim życiu i już tego nie zmienię...
***
Vanessa siedziała w swoim pokoju z słuchawkami na uszach i wpatrywała sie w okno. Widziała wchodzącego Ciro. Wiedziała w jakim celu przyszedł. Cieszyła się ta chwilą, w końcu sama wybierała pierscionek. Lubiła Ciro i chciała żeby został wreszcie mężem jej siostry. Teraz zobaczyła mężczynę wychodzącego z domu. Po drodze rzucił kwiaty do do kontenera na śmieci. Wsiadł do samochodu i poprostu odjechał. Vanessa zerwała się i pobiegła do siostry.
C.d.n...
by me | 2005-03-25 21:24:12 | skomentuj! (2)
13
- Poczekaj! - Iker pobiegł za dziewczyną - Nie przejmuj się tak, ludziom się zdarzają gorsze wpadki...
- Jasne. - dziewczyna kiwnęła głową nie zatrzymując się ani na chwile.
- Czekaj! - zdenerwował się Iker - Możesz sie zatrzymać?
Vanessa stanęła i popatrzyła na chłopaka załzawionym spojrzeniem.
- Nie przejmuj się tak. Przecież nie stało się nic strasznego. Jutro będziemy się z tego śmiać.
- Ja wiem... - Vanessa spóściła wzrok i poszła dalej.
- Poczekaj - usłyszała znowu za sobą, ale to nie był głos Ikera.
Mimowolnie zatrzymała się i spojrzała w stronę właściciela głosu. Obok niej stał Joel - Ej, nie płacz. Ja się naprawdę nie gniewam. Chyba, że tak ci żal twojej czekolady - próbował zażartować ale z marnym skutkiem
- Może jednak chcesz pieniądze za tą kurtkę? - do Vanessy i Joela dołączył Iker - bo widze, że masz jednak jakiś problem.
- Nie mam - odpowiedział Joel sucho - Już ok? - chłopak zwrócił się do Vanessy
- Tak, tak. - Vanessa stała sztywna, wpatrzona w zamarznięty na chodniku śnieg.
- Mną się naprawdę nie przejmuj - kontynuował Joel
- Nie ma czym... - wzdrygnął ramionami Iker
- I widać, że mamy szczescie do siebie - usmiechnął się Joel
Vanessa szeroko otworzyła oczy i poczuła jak zaczęła walić jej serce.
"Poznał mnie, cholera, poznał..."
- Niby jakie? - zainteresował się Iker
- W pizzerii, wizytówka... Tylko jeden dzień zastępowałem tam kolege. To się nazywa szczęście, prawda?
- Raczej przypadek - wyprostował Iker - Zimno się robi. Vanessa, pewnie chcesz iść do domu...
- Vanessa. - powtórzył Joel - To cześć Vanessa.
***
Prawie pod samym domem Vanessa odezwała się po raz ierwszy od dłuższego czasu.
- Czemu ja zawsze musze zrobić z siebie taką pokrakę...
- Przestań. Nie wracajmy już może do tego. Dobrze wiesz, że nic się nie stało. Było ślizgo, wielu ludzi, że potyka, przewraca. Nic się nie stało. I w dodatku nie ochlapałaś nikogo ważnego.
- Obojętnie. Zrobiłam z siebie kretynkę, co mi najlepiej wychodzi. Ciekawe jaka śmieszna teraz dla niego jestem...
- Co cie obchodzi opinia jakiegoś menta?
- Dziwnie dzielisz ludzi... - wzdrygnęła ramionami Van
- Nie dziele. Nazywam po imieniu, ale nie ważne. Tylko zachowujesz się tak jakby jego ocena była najważniejsza na świecie.
- Zachowuje sie tak jak sie czuje...Zrobiłam z siebie idiotkę i koniec. Bo jestem niezdarna. Cholerny motylek. Gdzie się ruszę to musze coś palnąć, coś spieprzyć, ale masz racje... Co mnie obchodzi jego opinia. Niech się śmieje jeśli ma na to ochote...
C.d.n...
by me | 2005-03-25 21:07:27 | skomentuj! (1)
12
- Sssssssss.... - Vanessa popatrzyła na osobę, którą oblała z przerażeniem. Momentalnie zrobiła się czerwona i miała ochotę zapaść się pod ziemię - Przepraszam bardzo, bardzo przepraszam... - powtarzała jakby nie chcąc dopuścić poszkodowanego do głosu.
- Nic i się nie stało? - do dziewczyny podszedł Iker
- Nie, ale zobacz co ja zrobiłam...Idiotka... Przepraszam.
- Nic się nie stało. - roześmiał się ociekający czekoladą przechodzień.
- Boże... - jeknęła boleśnie Vanessa bo w tym momencie rozpoznała człopaka, który ponad tydzień temu oddał jej w pizzerii wizytówkę. - Ojej - szepnęła Vanessa bliska płaczu zasłaniając sobie usta dłonią.
- Nic się nie stało - powtórzył chłopak
- Oddam ci pieniądze za kurtkę - zaproponował trzeźwo Iker.
- Nieeee... Nie ma o czym mówić, wypiorę. - chłopak mrugnął do Vanessy, ale ona stała nieruchomo - Nie przejmuj się...
- Właśnie, to nie koniec świata. Przecież yyy... - Ikerowi zabrakło danych na temat chłopaka - yyy...się nie gniewa...
- Joel.
- Właśnie, Joel się nie gniewa - Iker dokończyl myśl.
- Ja wiem - powiedziała Vanessa - nie odrywając oczu od czubków swoich butów - Dlaczego mi się zawsze coś takiego zdarzy...Tylko takiej idiotce... Pokraka.
- Co? - zainteresowali się Iker i Joel jednocześnie
- Przepraszam jeszcze raz. Musze iść do domu, źle się czuję. Przepraszam. - powtórzyła po raz kolejny Vanessa i w milczeniu nie spogladając ani na Ikera ani na Joela poszła w stronę domu.
C.d.n...
by me | 2005-03-23 22:22:54 | skomentuj! (0)
11
Tymczasem w domu Patricia siedziała w pokoju przy zgaszonym świetle i słuchała muzyki. Ciszę przerwał telefon. Ciro dzwoni... . Patt wzięła głęboki oddech i odebrała.
- Pattie! - usłyszała spontaniczny głos mężczyzny
- Cześć Ciro...
- Kochanie, jak ja za tobą tęsknie...już nie moge...
- Heh...
- to wszystko?
- Ja za tobą też... - Patt usmiechnęła się kącikami ust
- Ja za tobą milion, miliard razy bardziej słonko! Niby kilka dni, ale ja bez ciebie nie umiem żyć... A wiesz co?
- Tak? - zapytała cicho dziewczyna
- Właśnie jadę do domu. Wracam. To znaczy nie jadę do domu. Po co? Jadę od razu do ciebie, kochanie, musze cię zobaczyć.
- Fajnie...
- Patricia? Ty się w ogóle nie cieszysz?
- cieszę się...
- Coś się stało? Musisz mi wszystko opowiedzieć. Ktoś cię zdenerwował? Masz jakieś zmartwienie, kochanie? I czemu tak długo się nie odzywałaś? To znaczy nie odpowiadałaś na moje dobijanie się?
- Nie, nie...To znaczy nie miałam czasu, ale wszystko jest w porządku. Fajnie, że wracasz... Pogadamy jak przyjedziesz, ok?
Patricia odłożyła słuchawkę. Czuła jak dziwnie bije jej serce. Czuła ciepło na policzkach. Dziwne, inne niż zawsze. Wiedziała, że coś robi nie tak. Nie wiedziała tylko co.
C.d.n...
by me | 2005-03-23 22:12:00 | skomentuj! (0)
10
Wieczorem przyszedł Iker i zaproponował Vanessie spacer.
- Zimno mi - powiedziała Vanessa nie odrywając się prawie od telewizora
- wyłącz to - wtrąciła się Mama
Vanessa wstała i popatrzyła na kolegę.
- Zimno mi - powtórzyła znudzonym tonem - Jest...minus...minus kilka stopni na dworze.
- To nic. Ubierzesz się ciepło, no chodź. Będzie fajne zakończenie ferii.
- Co fajnego widzisz w łażeniu po mrozie? - marudziła Vanessa - Jest za zimno. Przecież nie założę czapki bo wyglądam w niej jak debil.
- Oho, zaczyna się - jęknęła Patricia i wyszła z pokoju
- Proszę cię Vanessa. Pójdziemy zobaczyć na lodowisko i...
- Dobrze wiesz, że nie umiem jeździć na łyżwach! - żachnęła się dziewczyna - A w ogóle mam zły humor.
Wreszcie z pomocą rodziców Ikerowi udało się wyciągnąć naburmuszoną Vanessę na spacer.
- ale badziewny dzień. I ferie się kończą...Boże, ja chyba umre... - marudziła Vanessa - i zimno mi.
- Nie jest tak źle. Szkołe też się da przeżyć, każdy człowiek ma w życiu etapy i wszystko idzie...
- Przestań wstawiać texty jak mój tatuś. - Vanessa popatrzyła na chlopaka z ukosa.
- Dzięki. Zawsze negujesz wszystko co powiem. Zdążyłem się przyzwyczaić.
- To dobrze! Mówiłam, że mam zły humor. A ty chciałeś mnie na siłe wyciągnąć z domu.
- No bo chciałem ci ten humor poprawić, ale jak widze wolisz marudzić.
- Nie wole tylko musze.
- Ciekawe. Zamówić ci gorącą czekoladę.
- No właśnie. Jak ja mam prawdziwe problemy, doła, jestem wściekła to ty zamiast mnie pocieszyć próbujesz mnie zatkać gorącą czekoladą. Typowe.
- Nie, tylko ci proponuje. A ty oczywiście na mnie krzyczysz.
- Nie krzycze tylko stwierdzam fakty. Jak chcesz to zamawiaj mi wszystko jedno.
Chwilę później Vanessa i Iker spacerowali koło oświetlonego różnymi kolorami lodowiska.
- Ładnie - usmiechnął się Iker - Nie wymachuj kubkiem bo sie polejesz.
- Ojej, ciebie jak zwykle stać tylko na jakieś pouczenie w stylu mojego tatusia. Cholera, nie martw się, nie poleję się. - wkurzyła się Vanessa i w tym momencie kilka kropel czekolady wylądowało na jasnoróżowym szaliku dziewczyny - Cholera! Jakbyś się nie czepiał to bym nie wychlapała! Przestań się śmiać! Boże jak ty mnie denerwujesz! Jak ja wyglądam?
- Jak polana gorącą czekoladą - zaśmiewał się Iker - a nie mówiłem?
- Jak ja niecierpie tego twojego, a nie mówiłem! - powiedziała Vanessa, odwróciła się gwałtownie w ostentacyjnym geście obrażenia, wpadła w poślizg na lekko zmrożonym śniegu i wylądowała na jednym z przechodniów wylewając na niego resztę gorącej czekolady.
C.d.n...
by me | 2005-03-23 22:05:30 | skomentuj! (0)
9
To była ostatnia sobota ferii zimowych. Vanessa wyszła z łóżka zła. Pruszył śnieg, było zimno. Rodzice byli w mieście. Vanessa przespała cale przedpołudnie. Zadzwonił telefon.
- Halo?
- Cześć Van, wołaj Patricie! - w słuchawce odezwał się Ciro
- Nie ma Patricii! Zadzwoń do niej na komórke! - warknęła Vanessa. Od początku tego dnia, kiedy dziewczyna położyła stopy na podłodze obok łóżka, przetarła oczy i popatrzyła w okno wiedziała, że to będzie dziwny dzień, być może najgorszy jaki może być i do tego coś ją denerwowało.
- Nie odbiera... - zmarkotniał Ciro
- To masz problem! - wkurzyła się Vanessa
- Coś się stało?
- Nie... - dziewczyna przeszła z słuchawką do drugiego pokoju. Komórka siostry ładowała się na półce. - Telefon sie ładuje - oznajmiła Van mętnie.
- A gdzie poszła Pattie?
- Nie wiem nie łaże za nią prze... - zaczęła ostro Vanessa ale w jednej chwili przestała mówić ponieważ podeszła do okna i jej wzrok wbił się w dziwny obraz: Koło furtki stała Patricia z Pavlem. Była uśmiechnięta jak zawsze od kiedy go poznała. On strzepywał jej śnieg z włosów i poprawiał szalik. Nie wyglądało to na pożegnanie przyjaciół. Vanessa czuła, że jej głupie myśli zaczęły się realizować. Tak samo głupio, tak niepostrzezenie coś się zmieniało.
- Vanessa?! Jesteś?!? - jej rozmyślania przerwał zaniepokojony głos Ciro
- Jestem, jestem...
- Coś się stało?
- Nie - powiedziała Van bez przekonania - Już mówiłam, że nic się nie stało. Zadzwoń później, Patricia powinna za chwilę wrócić.
- Dobrze, ale przekaż jej, że dzwoniłem i że...
- Cześć... - Vanessa odłożyła słuchawkę.
***
Po czterdziestominutowym pożegnaniu Patricia weszła do domu.
- Możemy chwile pogadać póki rodziców nie ma w domu? - Vanessa stała tuż obok.
- Czekaj. Tylko sie rozbiore, daj mi odpocząć, zrobie sobie herbaty. Strasznie zimno dzisiaj.
- Też by mi było zimno jakbym przez godzine stała na dworze...
- Hehe... A o czym chciałaś pogadać? I czemu tak oficjalnie? - zaśmiała się Patt
- Nie wiem co cie tak śmieszy... - Van wzdrygnęła ramionami
- Chyba ty... - uśmiechneła się Patricia - Mów szybciej o co chodzi bo nie mam czasu.
- Dla tamtego faceta miałaś aż nadmiar.
Patt momentalnie spoważniała.
- Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi?
- Może lepiej ty mi powiesz o co tobie chodzi? Bo z tego co widzę sama nie wiesz...
- Vanessa odbiło ci? Co się stało?
- Ciro dzwonił. Pamiętasz go może jeszcze? Facet, w którym pare tygodni temu byłaś strasznie zakochana... Wczoraj też dzwonił i przedwczoraj...
- Przestań - warknęła Patricia - To chyba nie są bardzo twoje sprawy
- Być może - wzdrygnęła ramionami Vanessa - Z pewnością nie. Tylko chce wiedzieć... Patricia powiedz mi... Zakochałaś się w Pavlu? - wypaliła Vanessa
- Nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. - Patricia rzuciła szalik i poszła do kuchni.
- Więc jednak... - powiedziała Vanessa sama do siebie.
C.d.n...
by me | 2005-03-23 21:47:17 | skomentuj! (0)
8
Jakiś czas później Patricia podeszła do Vanessy, która wpatrywała się w szklankę z Pepsi.
- Chodź do nas, przedstawię ci Pavla - zaproponowała dziewczyna
- nie chcę - stwierdziła rzeczowo Vanessa. Cały czas miała w głowie głupią myśl od której nie umiała się jakoś uwolnić i z trudem chamowała się żeby nie powiedzieć tego co myśli siostrze.
- Przestań... No chodź... - Patricia pociągnęła ją za rękę, ale Vanessa zahamowała
- Nie. Gorąco mi. Pójde sobie na spacer.
- Vanessa...
- Serio. Wróce na koniec imprezy, a ty sie zajmij Pavlem - uśmiechnęła się Van.
Dziewczyna wyszła. Rzeczywiście nie małą trudność sprawiało jej chodzenie po śniegu w obcasach. Znowu poczuła się głupio śmieszna. Przeszła przed wystawą Pizzeri. Popatrzyła w oświetloną szybę, ale nie zobaczyła tam nikogo interesującego...
C.d.n...
by me | 2005-03-21 19:29:39 | skomentuj! (0)